piątek, 12 lipca 2013

Cienie na kominie

Wczoraj lało cały dzień, nic się nie działo na budowie. Za to dzisiaj widać postępy.


Dolna łazienka otacza się ścianami, zresztą górna też...


...i garderoba za nią z małym skosem.



W osobistym pokoju mojej żony byłem tylko gościnnie na występach w teatrze cieni.





To ostatnie to miała być kaczka a nie słoń. Na dachu też zaobserwowałem zmiany.


Postanowiliśmy zakryć wszystkie deski płytkami. Wygląda to trochę jak gont, jest trwałe i wygląda ok. W projekcie wszędzie są widoczne deski, ale widziałem takie domy z widocznymi deskami po kilku latach od budowy. Wyglądają delikatnie mówiąc źle ;) Farba z desek odłazi, drewno niszczeje. Nie chcę tworzyć sobie robotę i skakać co kilka lat po dachu z pędzlem, dlatego wolę zakryć deski czymś bardziej trwałym.



Specjalne dachówki krawędziowe (to moja własna nazwa, proszę fachowców o nie śmianie się z mojej niewiedzy) zachodzą za ten gont i wygląda to w miarę naturalnie. Nie do końca mogę to sobie wyobrazić po zakończeniu, ale nie sądzę, bym się rozczarował.



Nad kominem zauważyłem wystające rury, chyba warto je obciąć.


Wspominałem o tym, że chcę z tyłu garażu zrobić dobudówkę na przechowywanie ekogroszku. Nie okazało się to proste. Oczywiście trzeba było przerobić projekt i zebrać podpisy (nawet uprawniony elektryk musiał podbić pieczątkę dlatego, że w dobudówce przewidziana jest żarówka). Wszystko zrobił nam kierownik budowy, który okazał się bardzo wszechstronnym fachowcem. Złożyliśmy to w Starostwie i już po tygodniu otrzymaliśmy..... nie, nie zgodę, tylko wezwanie do uzupełnienia papierów. Trzeba właściwie całkiem od nowa zrobić zagospodarowanie terenu i wszystko wrysować. Zgadnijcie, kto się tym zajął? Wszechstronnie uzdolniony Kierownik budowy. Niestety budowlańcy muszą z tą dobudówką czekać na załatwienie papierów. Mimo to zauważyłem dziś, że dyskretnie zrobili już wykop na fundament ;)


Zastanawiamy się z żoną Anią, na co wykorzystać te świetne kamienie które udało nam się zdobyć i leżą obok budowy. Póki co wzięliśmy dwa do domu, żeby zobaczyć jak się zachowują po deszczu. Czy są śliskie, czy da się z ich zrobić jakiś bruk, na którym nie połamiemy nóg. Wyglądałby taki bruk ekstra. Myślę, że mimo kanciastości da się je jakoś poukładać.


Kamionki już w starym ogródku czekają na deszcz i testy śliskości (muszę jeszcze jeden kamień dotargać, bo kompozycja nie spełnia zamysłu).


Na koniec przypomnienie bańki. Gdzieś w poprzednich wpisach jest fotka zardzewiałej bańki zdobytej na złomie i oto po zmianach ta sama bańka. Myślicie, że malowania dokonał nasz wszechstronnie uzdolniony Kierownik budowy?... Nie, nie. Tym razem dokonała tego moja, jeszcze wszechstronniej uzdolniona żona Ania...


...która chowa się za krzakiem w starej altance. Aniu wystaw nosek, bardzo piękna kanka Ci wyszła, od dziś Ty malujesz pisanki na Wielkanoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz