niedziela, 12 lutego 2017

Ta zima kiedyś musi minąć

Podśpiewuję sobie piosenkę Waglewskiego:
"Myślę sobie, że
ta zima kiedyś musi minąć.
Zazieleni się,
urośnie kilka drzew.
Niedojedzony chleb
w ustach zdąży się rozpłynąć,
a niedopity rum
rozgrzeje jeszcze krew..."










Przyznaję się, że zdjęcia nie są dzisiejsze, ba nawet nie wczorajsze ;) Tak wyglądał styczeń, niestety nie miałem czasu wstawić ich wcześniej. Jeśli chodzi o blog to ostatnio się lenię, ale kilku czytelników (są tacy) delikatnie mnie upomniało, że przydałoby się coś nowego. Również moja żona Ania szturcha mnie, żebym wstawił fotki. Żona Ania lubi wracać do starszych zdjęć i porównywać, jak rosną roślinki w ogrodzie. "Popatrz, popatrz..." - mówi "...jak zmienił nam się ogródek przez te kilka lat". Faktycznie blog umożliwia nam podróże w czasie, możemy cofać się do wcześniejszych dat wspominając różne rzeczy. Raczej patrzymy do przodu i chcemy w przyszłym życiu przeżyć jeszcze niejedno, ale taka dokumentacja w postaci bloga jest bardzo przydatna i zastępuje powszechne w przeszłości albumy zdjęciowe. To, czy bloga czyta ktoś poza nami, jest już rzeczą wtórną i mniej istotną. Ale zawsze mi bardzo miło, gdy ktoś tu zagląda, a jak jeszcze napisze coś miłego to jakoś tak robi się cieplej nawet w środku zimy, która trzyma  się wciąż mocno.








 
Co można robić zimą? Przy naszym klimacie niewiele ;) Osobiście oddaję się pracy, zimę traktuję jako okres do zarabiania pieniędzy. W tej porze roku mało podróżujemy i niewiele wydajemy, ale pracuję na tyle intensywnie, że mało mam szans nawet na pisanie bloga. Zaczęliśmy też uczyć się angielskiego. Dotarło do nas, że jesteśmy współczesnymi analfabetami. Jeździmy po Świecie mając problem z zamówieniem zwykłego obiadu a przecież zacząć naukę języka to nie jest to samo co wynaleźć koło. Każdy może zacząć się uczyć w każdym momencie swojego życia. Warto! A dodatkowo mamy wypełnione dwa zimowe wieczory tygodniowo czymś produktywnym. Ania na dłuugie zimowe wieczory wymyśliła jeszcze dodatkowe zajęcie. Zrobiła na drutach pled. Jak się okazało, ma on bardzo wiele zastosowań w domu.








Mieliśmy zimową akcję "ptaki". Tyle, że ptaki nie dopisały. Kupiliśmy karmiki i ziarenka, ale zamiast ptaków pojawiły się koty ;)




Nawet zaczęliśmy myśleć, że pojawienie się kotów miało związek z niepojawianiem się ptaków. Bezpańskie koty pojawiły się dwa i systematycznie dokarmiane przez żonę Anię zadomowiły. Kupiliśmy nawet dla nich budę. Koty jak to koty, jak coś jest specjalnie dla nich to nie będą z tego korzystać, a jak coś nie jest dla nich wtedy owszem. Więc w budzie nie siedzą, tylko obok na słomie ;)

 
Ale dość zimy. Dziś pokazało się słoneczko, przynosząc - złudną, jak mówi żona Ania - ale jednak nadzieję na wiosnę. Wiem, że to tylko fatamorgana, ale wiem też, że zima jest coraz dalej a nie coraz bliżej. Już niedługo spalimy zamiast Marzanny choinkę i oficjalnie ogłosimy przedwiośnie.


 
W słońcu wszystko wygląda radośniej i nastraja do działania. Słońce to energia i dla roślin i dla ludzi, szkoda, że tak krótko i mało go mamy. Może dlatego jesteśmy tacy ponurzy i mało życzliwi wobec innych ludzi. Ech, sami widzicie do jakich pesymistycznych myśli nastraja zima. Ale koniec z tym, trzeba włączyć oczekiwanie na przedwiośnie i optymizm. Dzisiejsze słoneczko to przebłysk pięknego okresu ;)






Głowy do góry, wiosna idzie !!! Zachce Wam się wszystkiego !!!

czwartek, 1 grudnia 2016

Przedświęcie

Żona Ania zarządziła wyprawę po... mech


Żona pracuje a ja, jak to w życiu, zostałem bohaterem drugiego planu jako tło dla rózgi. Ciekawe czy to jakiś znak związany z tegorocznym prezentem.


Podobno szary mech w tym roku nie obrodził, ale zbiory uważam za udane.


W starym domu też mieliśmy mech... na ścianach od wilgoci. W nowym domku chyba wolę mieć go na stole.




Czas zapalić pierwszą świeczkę.


Wyobraźcie sobie, że Żona Ania codziennie spryskuje ten mech wodą, żeby nie usechł i to chyba skutkuje.



Nasze gniazdko nie ma jeszcze świątecznego wystroju, ale panuje już jakiś nastrój wyczekiwania. 


Za umycie szyby w kominku zabieram się od miesiąca, ale kiedyś się wezmę...



W razie pochmurnej Wigilii, wolimy się zabezpieczyć i mieć własną pierwszą gwiazdkę na parapecie.


Kuchnia czeka na start. Oj  będzie się w niej działo. Przyznaję się, że to królestwo Żony Ani, chociaż czasem w czymś pomagam.







W przykuchennej jadalni też się będzie działo. To raczej moje królestwo, chociaż Ania czasem mi pomaga ;)







Do świąt kawał czasu, więc na razie okupujemy kanapy i rozmawiamy o życiu... no tak o cudzym też ;) ... no dobra, dobra, niech Wam będzie... Zwłaszcza o cudzym.









Tak, tak. Moja Ania robi na drutach. Hmm, może słowo robi nie jest właściwe, bardziej zaczyna robić. Jak już ma kawałek czegoś to pruje to tłumacząc mi, że było źle. Ma cierpliwość, ale żyjąc ze mną da się nabyć tą cechę. Teraz robi coś co nazywa pledem. Pokażę Wam jak skończy. Bo mimo, że zaczyna wiele razy, zawsze kończy. Na pewno mnie spyta, czy ładny wyszedł i tu będzie kłopot. Kobiety nie lubią w nas facetach szczególnie dwóch rzeczy: kłamstwa i... szczerości ;)



Byle do świąt. Bardzo grzeczny byłem cały rok, to spore poświęcenie więc nie mówcie mi teraz, że Mikołaj nie istnieje.