środa, 21 października 2015

Nornica i ostatni zielony ogród

Żartów nie ma, zima idzie. To już ostatnie w tym roku zdjęcia zielonego ogródka, następne będą już na biało ;) Żona Ania wykonała ostatnie koszenie (a i ja byłem u fryzjera). Był chyba nawet taki film "Ostatnie koszenie Chrystusa".


Był tez inny film "Nie wszyscy jesteśmy Chrystusami", dlatego kosi żona Ania a ja się nie wcinam ;)





Jeszcze zdążyliśmy zrobić kilka innych prac poza koszeniem. Przywieźliśmy kilka krzaków ze starego ogrodu.





Posadziliśmy też kilka brzóz, ale nie naszych zwykłych polskich. Żona Ania śmieje się, że dziś wszystko jest z Chin, nawet brzozy.



Trzy posadzone w jednym miejscu nazwaliśmy szumnie "trzema siostrami".


Ja ciągle dobijam jakieś kolejne deski do drewutni...


Było tak:


Jest tak:


Jak mawia nasza znajoma, której żadna pochwała w życiu przez gardło nie przeszła: "zawsze to inaczej"


Jak widać po wydrążonych korytarzach mamy problem z nornicą. Cóż zwierze też chce żyć, ale dlaczego u nas? ;) Staramy się ja delikatnie namówić do przeprowadzki. Robimy to solarnymi, ultradźwiękowymi odstraszaczami, podobno zabierają nornicom komfort ;) Po tygodniu widzę, że to chyba pomaga.



Jeszcze sporo kwiatków jest na ogrodzie, ale to już definitywne pożegnanie ciepełka.





















Jeszcze tylko wyciskacz owoców pójdzie w ruch i koniec dnia. Spodobało mi się picie tego świństwa z wyciśniętego zielonego zielska w stylu nać pietruszki czy jarmuż. Po dodaniu owoców właściwie wszystko nie jest takie złe i w zasadzie robię się zasadowy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz