wtorek, 19 lipca 2016

Amsterdam i okolice czyli mały urlop



Dziś nie o domku. Nawet nie obok. Mały urlopik w Amsterdamie, a raczej okolicach.


Zaczęło się od negocjacji w sprawie dopłaty z Unii Europejskiej do wydatków urlopowych. Niestety spotkana przypadkiem w gabinecie Madame Tussaud pani Angela Merkel uparcie milczała i jak zwykle musieliśmy urlopować za swoje.


 Holandia znana jest z licznych wiatraków, sera, chodaków, tulipanów, rowerów, przyzwolenia dla miękkich narkotyków oraz legalizacji prostytucji, aborcji, eutanazji i małżeństw między osobami tej samej płci. Czy to jest raj na ziemi czy piekło? To już zależy od indywidualnych upodobań.


W Amsterdamie mieszka zaledwie 800 tysięcy mieszkańców. Czyli niewiele. Ale co ciekawe na każdego mieszkańca przypada aż siedmiu turystów. To sporo ;) Co ci turyści tu robią? Nie wiem czy to ma jakiś związek, ale w Amsterdamie zarejestrowanych jest legalnie ponad pięć tysięcy prostytutek. Podczas całej wycieczki czułem się jeszcze niższy niż jestem. Otóż w Holandii średnia wzrostu jest najwyższa na świecie. Holendrzy to prawdziwe wielkoludy. Amsterdam to depresja, ale tylko geograficzna. Jeśli chodzi o samopoczucie to powiem tylko, że w całym mieście roznosi się zapach zioła. W Amsterdamie jest 1500 mostów a kanałów więcej niż w Wenecji. Rocznie w tych kanałach kończy żywot 25 tysięcy rowerów! To co widzicie na zdjęciu poniżej, to piętrowy parking na rowery ;)


 Ruch uliczny to zagadka dla tych co tu nie mieszkają. Wygląda to na wielki bałagan, wszyscy jadą na raz ze wszystkich stron wydaje się bez ładu i składu. Tramwaje, samochody, tłumy pieszych. Przeplatane to wszystko jest setkami rowerzystów, którzy poruszają się sobie tylko znanym schematem. Podobno jest w tym wszystkim jakaś pokrętna logika. Tak czy siak zdecydowanie rowerzyści tu rządzą. My przez tydzień nie zdołaliśmy się nauczyć poruszać po mieście w sposób płynny. Ale mamy pewien sukces – udało nam się przeżyć.

 
Tulipany to kwiaty o pięknych jednokolorowych, bądź wielobarwnych kielichach. Pozbawione są zapachu, jednak pomimo tego drobnego mankamentu przyjmuje się, że wyrażają one elegancję i wytworną zadumę. Holandia jest największym ich producentem – rocznie eksportuje 6 miliardów cebulek na cały świat! Wycenione zostały na sumę ok. 600 milionów Euro. Niestety w okresie naszego pobytu było już po tulipanach. Pozostało nam żreć ser i łazić w chodakach.


 Holenderscy rolnicy już od co najmniej 500 lat produkują i eksportują za granicę najlepsze na świecie sery, w Polsce znane głównie pod nazwą handlową "Gouda". Holandia produkuje rocznie 675.000.000 kg sera i jego znakomitą większość eksportuje do 130 krajów świata.


Rower to nieodłączny element holenderskiego krajobrazu. Jest to najpopularniejszy środek transportu w tym kraju: po pierwsze jest on tani, co w mentalności holendrów jest bardzo istotnym elementem, po drugie jest to chyba jedyny środek lokomocji, który potrafi sobie poradzić w bardzo wąskich uliczkach dużych miast przeciskając się między kanałami. Generalnie nie ma nieodpowiedniego stroju na rower. Pani w bardzo wysokich szpilkach i w mini ledwo przykrywającej pośladki jadąca na randkę, prezes dużej firmy pedałuje w garniturze, koszuli i krawacie z aktówką na bagażniku pędząc na spotkanie biznesowe. Na ulicy mijamy panią domu, która wsadziła gromadkę swoich dzieci do koszyka, czy na bagażnik, ktoś tam wraca z zakupów z ogromnymi siatkami uwieszonymi na kierownicy. Infrastruktura rowerowa jest przygotowana w sposób iście perfekcyjny. Wyznaczono ponad 15000 km tras rowerowych, na każdej ulicy są specjalnie wydzielone pasy ruchu dla jednośladów, osobne światła i przejścia. Przyjeżdżając do tego kraju trzeba pamiętać, że rowerzysta to najważniejszy uczestnik ruchu drogowego. W kolizji rower – samochód zawsze wina będzie po stronie kierowcy samochodu. Jak to wygląda w Polsce?... Pozostawię to bez komentarza ;)

 
Przypadkiem w czasie naszego pobytu w Amsterdamie odbywał się bieg maratoński. Właśnie znalazły się sensacyjne zdjęcia biegacza z Polski (szara koszulka, duży brzuch), który niespodziewanie zwyciężył Maraton. Podobno padają oskarżenia, że nie przebiegł całej trasy ale my tym kalumniom dajemy stanowczy odpór. Niech nam żyje tajemniczy zwycięzca. Pot na jego koszulce potwierdza wyraźnie, że przebiegł wystarczająco dużo. Uniesione w górę ręce są niezbitym dowodem na to, że to On właśnie wygrał. Na złośliwe pytania dlaczego nie biegł w stroju sportowym odpowiadamy: spodenki piły go pod pachami. Nie umieszczenie naszego zawodnika na liście zwycięzców jest oczywistym spiskiem Brukseli. Tusk, Putin i Balcerowicz milczą w tej sprawie. Przypadek?



Jako, że my z żoną Anią pochodzimy z małego miasteczka, to najbardziej podobały nam się okoliczne miejscowości a nie sam Amsterdam. Domki w pobliskich wioskach i miasteczkach wyglądają nierzeczywiście, jak z bajki. Warto je zobaczyć na własne oczy, najlepiej na rowerowej wycieczce. Jeśli komuś starczy cierpliwości, to poniżej filmik z całą masą zdjęć i muzyczką. A ja idę spać. Trzeba wypocząć po urlopie, znacie to?... ;)


2 komentarze:

  1. Odwiedziłam Holandię jakiś czas temu i muszę przyznać, że do dzisiaj jestem pod ogromnym wrażeniem tego co zobaczyłam. Zauroczyła mnie architektura, piękne budynki, ogrody zwłaszcza na wsiach :) Wszystko trochę dzikie, pozostawione naturze, nie zasłonięte przez tysiące wielkich reklam. Piękny kraj, fajni ludzie i te rowery :)))
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ze dopiero po Twoim wpisie uzmysłowiłem sobie, że faktycznie nie widziałem reklam. U nas przy każdej drodze są ich setki a tam nie. Czyli jednak można nie robić z kraju supermarketu ;)

      Usuń