niedziela, 8 marca 2015

Niebo we krwi, ja bez zęba...

Słońce dzisiaj nas rozpieszczało. Prawdziwa wiosna, na niebie jedyne chmurki to smugi po samolotach.


Solary nagrzały mi wodę i cała podłogówka chodziła dziś cały dzień na słońce.


Żona Ania juz od rana nie mogła usiedzieć w domu, wypadła na ogród skoro świt.


Wiosna potrafi zawrócić w głowie. To tylko jeden dzień ze słońcem i temperatura, ale juz czuje się powiew wiosny.





Okiennic jeszcze nam nie naprawili, czekamy więc cierpliwie.



Żona Ania pierwszy raz w tym roku okupowała naszą ławeczkę taplając się w słońcu. Podobno zdjęcia wyszły nie twarzowo, dlatego wstawię sama ławeczkę a żonę sobie wyobraźcie.... ale hola, hola z tą wyobraźnią, nie wspominałem że była naga... ;)



Posadzone w poprzednim roku brzozy przetrzymały wszystkie huragany dzięki wzmocnieniom.


Pozostaje pytanie, dlaczego brzozy nie są białe?


Okoliczna ludność też poczuła wiosnę, bardzo często widzimy za rzeką wędkarzy...


...oraz biegaczy.


To bardzo uczęszczana trasa przez sportowców amatorów, zwłaszcza do marszów z kijkami. Często przemyka tu moja żona Ania, ale idzie z kijkami w tak szybkim tempie, że jeszcze nigdy nie zdążyłem zrobić jej zdjęcia ;) Następnym razem zgromadzę zapasy żywności i wody i jak wyjdzie z kijkami to będę koczował w oknie aż do skutku. Może nawet przygotuję nocnik, żebym Ani nie przegapił w chwili słabości. Ja oczywiście też jestem sportowcem amatorem, ostatnio na treningu squasha kolega wybił mi rakietą zęba. Jak to się mówi sport to zdrowie. I teraz jestem umówiony z dentystką uwaga: w piątek trzynastego - i co Wy na to?...


W domu trwa wojna płci, moja żona używa kuchni do gotowania...


...a dla mnie to zwykły warsztat ;)


Postanowiłem powiesić dziś wieszaczek w komórce przykuchennej. I stało się ;)



Taka komórka przy kuchni to prawdziwy skarb. Jest gdzie zamknąć męża, jak marudzi że zupa za słona. Nad Bałtykiem mieszka to niech się w końcu przyzwyczai do słonej wody.

 

W domku z nowych rzeczy tylko drobiazgi. Przybyło kilka ozdóbek, parę poduszek. Ciągle czekamy na meble do przedpokoju.





Ciekawostka, jedną z łyżek przywieźliśmy w Włoch, drugą z Grecji. Zgadniecie, która jest z jakiego kraju? ;)


Chyba za łatwe... A ja siedziałem nad tym pół godziny zanim znalazłem napis...


Wyobraźcie sobie, że ta rdza to nie rdza tylko farba. Ptaszek nie ma w sobie żadnego metalu, jest cały z porcelany. Co za czasy, kiedyś rdzę trzeba było koniecznie zamalować i ukryć, a dziś ją udajemy i eksponujemy na pierwszym planie ;)



Nowe poduszki. Żona Ania twierdzi, że są świetne a ja, że niebieskie.



W słoneczne dni najładniejszym pokojem jest pokój żony Ani. Zdjęcia nie oddają tego w pełni, ale południowe okno czyni tu cuda.
 



Na koniec kilka fotek, które zrobiłem dosłownie przed chwilą z okna w sypialni. Niebo pełne krwi. Nie wiem czy to ma związek z moją wizytą u dentysty, ale wygląda zjawiskowo.



2 komentarze:

  1. O tak....ja równiez czekam na wiosnę,i tak jak Twoja żona biegam po ogrodzie.Pozdrawiam .Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno do wiosny daleko a w ogrodzie możemy jeszcze bałwana lepić ;(

      Usuń