czwartek, 24 września 2015

W ogrodzie dużo lepiej...

Kupiliśmy w komisie za kilka złotych wieszaczek...

 
Wygląda na ścianie świetnie, za marne grosze można w komisach znaleźć różne fajne rzeczy.


I tyle w domu, chodźmy na dwór.Właśnie podjechała żona Ania. Ciągle się zastanawiam co ładniejsze, Ania czy jej samochodzik ;)


Na dachu buszują chłopaki. Trochę za wysoki miałem maszt antenowy i przy wichurach słyszałem telepanie co działało mi na nerwy. Koledzy Marcin i Robert rozwiązali problem.



Jakiś czas temu na ogródku u koleżanki Sylwii nażarłem się borówek. Słowo "nażarłem" jest bardzo przemyślane, "najadłem" nie oddawało by w pełni tego co tam robiłem w krzakach. Pozazdrościłem jej trochę tych owoców i z żona Anią postanowiliśmy zrobić sobie małą borówkownię u nas.


Ania podeszła do tematu fachowo i stwierdziła, ze borówka potrzebuje kwaśności i próchnicy. Kupiliśmy zatem kwaśna ziemię...


...oraz korę, którą z ta ziemia pomieszaliśmy.


Potem wkroczyłem ja ze szpadlem ;)



Co cięższe prace wykonywała oczywiście słaba płeć.




Na koniec sypnęliśmy korą, której trochę nam zostało.


Po wszystkim żona Ania postanowiła poczekać aż będą owoce.


Dawno jej nie widziałem, pewno dalej tam siedzi. Ja jeszcze trochę popracowałem. Przybywa nam krzaków i drzewek i problem robi się z koszeniem. Pozbywamy się więc trawy wokół nasadzeń.



Agrowłóknina i na to kora albo kamyczki i spokój. Sporo pracy zrobiliśmy jak na jesienny dzień, starczy pracy na dziś. Teraz mogę odpocząć.


Niestety odpoczywam w samotności, bo żona Ania wciąż siedzi pod borówkami czekając na owoce.


Przeglądaliśmy zdjęcia ogrodu robione rok temu. Teraz jest pustawo, ale w porównaniu do tego co było rok temu, to mamy prawdziwy busz.
































Jesień jest piękna jak i inne pory roku. Wiem zawsze kiedy się zbliża, bo żona Ania zawsze targa wtedy z targu dynie i wrzosy.







Miło na to popatrzeć, to są właśnie uroki domku z ogródkiem. Muszę przyznać, że wszystko to wygląda miło za sprawą Ani, ale właśnie... gdzie Ona jest?...


6 komentarzy:

  1. Pięknie, jak zawsze zresztą.Patrząc na Wasz cudny i dopieszczony domek oraz ogród stwierdzam,że przydałaby mi się taka "Żona Ania'.Pozdrawiam spod Trójmiasta

    OdpowiedzUsuń
  2. W domku jak zwykle uroczo,a ogród rozkwita pod czułą opieką Twoją i żony.Samochodzik rzeczywiście ładny ,bo rownież taki mam czerwony.Pozdrawiam zatem miłosniczkę fiata 500 i Ciebie srdecznie.Bozena

    OdpowiedzUsuń
  3. Natalio, mi też :) Żona Ania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. pozdrawiam fankę fiata 500:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać jak wiele pracy włożyliście w budowę i wykończenie domu. Na ogród nie mogę się napatrzeć, jest zadbany i panuje w nim różnorodność, którą bardzo lubię. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja żona Ania twierdzi, ze jest grupa ludzi, która widzi więcej... Na pewno i Ty Natalio i Ty Paulino do tej grupy należycie ;)

    OdpowiedzUsuń