sobota, 17 czerwca 2017

Bornholm na rowerach - Czerwiec 2017

Dziś nie o domku i nie o ogródku.Od tygodnia planowaliśmy z kolegami wycieczkę rowerową po Bornholmie.


Trzech chłopaków i objechanie wyspy z jednym noclegiem. Razem 104 km, ale na spokojnie rozłożone na dwa dni, żeby nie pędzić a raczej przystanąć w co ciekawszych miejscach. Prom wypływa z Kołobrzegu i płynie na wyspę cztery godzinki. Byłem już tam kiedyś na wycieczce autokarowej i już wtedy zazdrościłem rowerzystom. Cały Bornholm pocięty jest trasami rowerowymi, ale na pierwszy raz postanowiliśmy jechać dookoła wyspy wybrzeżem. Cały tydzień szykowaliśmy się mentalnie. Zamówiliśmy przez Internet nocleg i bilety promowe w obie strony. Wszystko dopięte na ostatni guzik, prom wypływa w sobotę o 7.00 rano. Piątek po południu zaczyna wiać, po jakimś czasie również padać. Patrzę na żonę niepewnie, a ona mówi rzeczowo:

- Jakąś reklamówkę weź do rzygania

- Kolacje dobra muszę zjeść, żeby nie rzygać byle czym. Człowiek wyrzyga suchy chleb to potem wstyd, ze taka bida.

- Śmiej się, śmiej. Na 100% będziesz rzygał. Koleżanki płynęły w bardzo lekkim sztormie i wszystkie rzygały co do jednej, tu nie ma wyjątków

Na te opowieści żony, już teraz mi się rzygać zachciało. Biorę telefon i piszę do Tomka:

- Wzmaga się

- No wieje jak cholera - potwierdza, a po chwili dopisuje jeszcze odkrywczą informację:

- Będziemy rzygać

- A nie masz jakichś tabletek na mdłości?

- Mam kupiłem w aptece, ale bez recepty były tylko jakieś ziołowe. Pytam w aptece czy takie ziołowe to w ogóle działają? A farmaceutka mi na to niepewnie „eee, wie Pan… ziołowe”

- Czyli raczej nie działają?

- No nie postawiłbym na to pieniędzy, ale na pewno nie są to tabletki na wymuszenie wymiotów, tyle wiem.

Cóż wypada się pogodzić, że będzie rzyganie. Odhaczam ten problem i próbuję zasnąć co nie jest proste, bo wiatr coraz głośniej przewala się po dachu. Ale w końcu się udaje. Po piątej przyjeżdżają chłopaki. Niebo zaciągnięte chmurami.


Wciskamy rowery i nas trzech do dwóch aut. Do Kołobrzegu wiozą nas synowie, którym nie daliśmy pospać. Po ich zaspanych twarzach widzę, że nie cieszą się naszym szczęściem z wyprawy. Jedziemy, leje jak z cebra. W porcie czeka prom. 


Zatrzymujemy auto i od razu podjeżdża straż graniczna.

- Tu nie wolno stawać

- Ale my tylko wypakujemy rowery, chcemy blisko bo leje

Zgadzają się. Czyli wyprawa zaczyna się optymistycznie. Wciągają nam rowery na pokład i my pakujemy się na prom. Nie jest to pełnia sezonu, więc bez trudu znajdujemy miejsca. Jest tak wygodnie, że zdjąłem buty i prawie leżę.


Naprzeciwko siedzą chłopaki w dobrych humorach mimo deszczu i wiatru.


Tomek nie ma na nogach białych podkolanówek, to są Jego nagie nogi. Promem zarzuca. Chcąc podtrzymać optymistyczne nastrój walę do chłopaków:

- Jak tu w porcie przy nabrzeżu tak miota promem to co będzie na pełnym morzu?

- Damy radę, dla takich wilków morskich to pestka – mówi Tomek

- Potopimy się i tyle będzie z wycieczki – dodaje Jacek

Dochodzi 7.00 czyli zaraz start. W głośnikach coś chrobocze, po chwili słychać zniechęcony głos kapitana:

- O 7.30 będzie decyzja co do wypłynięcia promu. Zapoznamy się z aktualnymi prognozami i będziemy państwa informować

- To jak to – mówię zdziwiony – to prom może nie wypłynąć?

- To mała łupina – odpowiada Tomek – przy większych sztormach nie da sobie rady, ale dziś aż taki duży sztorm nie jest, powinniśmy popłynąć.

Za bulajem urwanie chmury a wiatr pochyla drzewa prawie do ziemi, a Tomek twierdzi, ze dziś nie jest źle, ciekawe jak wygląda „źle”. Nutka niepewności została zasiana, ale raczej nie wierzymy w to, że nasza wycieczka może zakończyć się tu gdzie zaczęła. Chłopaki wyciągają przewodnik po Bornholmie, rysują palcem naszą trasę i planują gdzie się zatrzymamy na dłużej. Wszystko jest ok.

- Uwaga! Uwaga! W związku ze złą pogodą, decyzja o wypłynięciu przełożona jest na godzinę 12-stą

No to pozamiatane. 12-sta plus cztery godziny płynięcia, to do hotelu będziemy gnać na złamanie karku żeby zdążyć, w dodatku w deszczu i pod wiatr bo nie widać, żeby pogoda łagodniała. Nie ma żadnej pewności, że o 12-stej prom popłynie, mogą być kolejne przełożenia terminu z odwołaniem włącznie.

- Szlak by to trafił ! – Słyszę, od któregoś z kumpli

- Czyli co bierzemy zwrot za bilety i do domu?

Niestety ta decyzja jest jedyna rozsądna. Bez sensu spędzić dzień na promie aby wieczorem się dowiedzieć, że dziś nie wypływa. Pogoda nie daje żadnej nadziei na poprawę, ryzyko jest za duże. Chyba wolimy spędzić sobotę w domu niż na promie. Tomek siedzi ze spuszczona głową.

- To tak jakby dziecku zabrać zabawkę, którą przed chwila dostał od Mikołaja – bąknął

Cóż posiedzieliśmy trochę na promie w sobotni poranek. Zawsze to coś ;) Zwlekamy się z pokładu, przy spuszczaniu rowerów zahaczają o coś i łańcuch mi spada. Naprawiam na deszczu i teraz mam łapy w czarnym smarze. Idziemy po zwrot kasy za prom. Kolejka na deszczu, wszyscy w kolejce smutni oprócz pani z piwem, która wydaje się być zadowolona. Przypominam sobie, że ta pani przewróciła się jak długa na nabrzeże schodząc z trapu, ale jak widać piwa nie wylała, może to jest powodem jej dobrego humoru. Stoi w kolejce i buja się tak, jakby była nadal na promie i to podczas sztormu stulecia. Nie sądzę, by wywrotka na nabrzeżu była ostatnia w jej dzisiejszym dniu. Oddaję w okienku bilety brudnymi od smaru łapami i dostaję zwrot gotówki. Za nocleg zwrotu nie będzie. Hotel raczej ma głęboko, że nie damy rady przepłynąć Bałtyku wpław. Udajemy się na dworzec. Jedziemy rowerami czyli nie można powiedzieć, że wycieczka się nie odbyła. Rowerami jechaliśmy a i na promie byliśmy. Na dworcu godzinę czekania. Co tu dużo gadać, wkurzeni jesteśmy, że nie wyszło, siedzimy na podłodze, bo krzesła w poczekalniach kolejowych to już przeżytek.



Jacek dostaje sms od żony o treści „a hoj żeglarze!” zastanawia się co odpisać, najchętniej zamienił by literkę „o” na „u” w wyrazie hoj.

- Przełóżmy wycieczkę na 1-go lipca – zagajam

- Sprawdź pogodę – mówi Jacek

Sprawdzam długoterminowe pogody w Internecie. 01 lipca – duże opady deszczu i porywisty wiatr.

- Nie było tematu – odpowiadam Jackowi – Dziś nic nie planujmy, bo nie jest to najlepszy dzień naszego życia

Pociąg wjeżdża na stację. Są wolne miejsca i nadzieja, że pociągów nie odwołują ze względu na sztorm.

 
Rach ciach i jesteśmy w Trzebiatowie. Żegnamy się bez słowa ze spuszczonymi łbami. Dojeżdżam rowerkiem do domu. Drzwi otwiera żona.

- A ty tu co? Miało cię dziś nie być – wita wylewnie w progu

- Eee… - Odpowiadam, a za oknem lato w pełni…


Świat się nie kończy tu i teraz, wrócimy do tematu rowerowego Bornholmu. Tak łatwo się nie poddajemy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz