poniedziałek, 1 maja 2017

To był kwiecień 2017

Kwiecień plecień bo przeplata, trochę zimy i kropka. Na tym bym zakończył to przysłowie. Tegoroczny kwiecień nie otarł się o lato a nawet o wiosnę. Wiało, lało i tyle. Zauważam, ale nie narzekam, bo może być już tylko lepiej. Na sąsiedzkich polach ruszyły jakieś wiosenne prace.


Nie chcąc być gorszy wyjechałem swoją maszyną zwaną wertykulatorem w celu dania szansy trawnikowi bycia trawnikiem.


Obok wertykulatora leży półka do gospodarczego, którą nie chwaląc się jam ci zrobił w tak zwanym międzyczasie. Żona Ania nauczycielką będąc stwierdziła, że nie ma czegoś takiego jak  "międzyczas" a ja jednak zdołałem w nim zrobić półkę ;). Wertykulację zrobiliśmy po uprzednim koszeniu, ale mimo to maszyna powyciągała całe kupy suchych pędów trawy. Trochę poszło na kompostownik, trochę na ognisko.


Sporo tego trawnika, więc może by kawałek wyrżnąć i zrobić kolejną rabatkę? Czemu nie.



Przez myśl nam nawet przeszło, żeby zrobić na tym placyku kamienną wysepkę do posiadówek na kawie.


Stary i tani komplet wiklinowy, po pomalowaniu na biało, mimo upływu lat prezentuje się nadal ładnie. Tak właśnie jest z naturalnymi materiałami. Plastik na ogródku już nowy wygląda źle a potem z roku na rok coraz gorzej.


Po namyśle, jednak wróciliśmy do koncepcji rabaty. Uzupełniliśmy ją ziemia z kompostownika. Ciągle nie mogę się nadziwić że po dwóch latach ze śmieci robi się taka piękna ziemia.



Rośliny kupujemy w okolicach, ale często korzystamy też z Internetu. Kupując u sprawdzonego sprzedawcy zawsze można liczyć, że wszystko dojedzie w należytym stanie.





Przymiarki gdzie co ma rosnąć.


No tak, w międzyczasie (którego nie ma)  były święta, stąd jajeczka na drzewku.


Święta były i minęły, zamiast jajek na drzewku są już listki, a na rabacie więcej doniczek. Żona Ania twierdzi, że jeszcze nigdy nie udało jej się poustawiać doniczek właściwie na nowym miejscu. Zawsze błędy widzi dopiero po wkopaniu roślin i oczywiście musi je przekopywać. I tym sposobem w ogrodzie ciągle jest co robić.


 
Bratki to oczywiście nieodzowny wiosenny dodatek gdzie się da. Kwiatek ładny i niedrogi a co najważniejsze idealny dla leniwych bo kwitnie bez końca ;)


Jest trochę planów w ogrodzie, nieco nowych i trochę corocznych. Choćby odnowienie tarasu. Myjemy go i malujemy co roku. Myślę, że w ten sposób będzie nam służył bardzo długo.


Nie przypominam sobie, żebym malował kiedyś te deski na zielono ;) Wspominałem też, że zrobię Żonie Ani porządniejszy stół ogrodnika. Stary tymczasowy, zrobiony doraźnie na kilka dni, po trzech latach trzyma się już tylko z przyzwyczajenia


Nasz kot, który wcale nie jest nasz, ma dwa kocięta. Wszystkie trzy są teraz nie nasze ale mieszkają u nas. Kocica mając dwoje młodych może się chyba starać o 500+ na jedno z nich, nie wiem do końca jak to się liczy, ale podrzucę ja któregoś dnia do urzędu.


Ja i Żona Ania nie jesteśmy stworzeni do braku pogody. Myślę, że takich, jak my jest więcej ;) Lubimy słońce i zieleń roślinności. Najwyższy czas, żeby nasz ogródek otrząsnął się z letargu.


To na zdjęciu to nie krasnal ogrodowy. To moja Żona Ania ;)





Zawsze chciałem mieć w ogrodzie brzozy. To niezwykle subtelnie wyglądające drzewo i jakże nasze polskie.


Mam nadzieję, że następne zdjęcia na bloga będę już robił w samych majtkach. Ma być ciepło i zielono i nie ma dyskusji.









4 komentarze:

  1. Nareszcie nowy post!Czekam i czekam,już chciałam pisać ponaglenie.Przeglądam Wasz zeszłoroczny ogród,podziwiam bo wszystko tak jakoś naturalnie wygląda,jakby stworzyła go natura,a nie człowiek.Podpatruję i czerpię inspirację,podziwiam Żonę Anię,że wszystko takie wychuchane i dopieszczone.Z niecierpliwością czekam na następny ogrodowy wpis.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. z tym dopieszczeniem to ie przesadzajmy. Wszystko właściwie rośnie naturalnie, przynajmniej takie jest założenie ;)

      Usuń
  2. Zatrzymałem dłużej oko na zdaniu "Zawsze błędy widzi dopiero po wkopaniu roślin i oczywiście musi je przekopywać". Żona Ania to, jak zauważyłem czytając poprzednie posty, perfekcjonistka z duszą artystki. Tak długo będzie dopasowywać wszystkie elementy, aż cała kompozycja będzie zgodna z jej wizją. I tak ma chyba większość tych naszych kochanych żon. A ja, jak i chyba większość szanownych mężów, mamy trochę inne spojrzenie na porządek wszelaki - jesteśmy perfekcjonistami w artystycznym nieładzie, chociaż... moja żonka, nie wiedzieć czemu :), nazywa ten stan krótko - bajzel. Czy też tak masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja żona Ania niby nie lubi pochlebstw ;) Ale Twoje komentarze robią na niej zawsze wrażenie. Dosłownie, jak by jej ktoś baterie podładował ;)

      Usuń