niedziela, 7 maja 2017

Najcieplejszy dzień wiosny ?

 Na początek przywitanie naszej rodzinki nie naszych kotków. Maja się dobrze i chyba zamierzają wszystkie zostać u nas na stałe. Przyjęliśmy jednego kotka uchodźcę a teraz mamy już trzy ;) Cóż, jak to się mówi uchodźca też kot.


Łaziliśmy jak wariaci z budą za kotką tam i z powrotem, ale ona nas i naszą budę totalnie olewała. Wylądowała w końcu z małymi pod tarasem. Nie mamy do nich dostępu, słyszymy tylko, że pod nogami coś popiskuje ;)


Co do tytułu dzisiejszego posta, to najcieplejszy dzień wiosny wcale nie znaczy ciepły. Ale wiatr łba nie urywał, świeciło słońce i temperatura była dodatnia. Jak na tegoroczny maj to wyjątkowo pogodny dzień. Żona Ania rozgospodarowała ostatnie zakupy.




Trochę poszło w doniczki pod gospodarczym, trochę na parapety, trochę przed wejściem do domu....








... a część wylądowała na nowo utworzonej rabatce.


Kupiliśmy agrowłókninę, ale ostatecznie postanowiliśmy walnąć korę wprost na ziemię. Agrowłóknina z wielu powodów jest... upierdliwa (kiedyś to bardziej uzasadnię).



Kilka kamyków i rabatka jak się patrzy ;)



Żona Ania przebąkiwała od dawna, ze w naszej drewnianej dobudówce gospodarczej potrzebne są zmiany. Mój talent do tandety pomógł mi stworzyć nieco przerysowany twór ;)


Niby wszystko ładnie, pięknie ale po co te falbanki z papy?




Ucinając fale zobaczyłem, ze papowy dach, mimo małego kąta nachylenia przetrzymał zimę bez najmniejszego szwanku. Właściwie wygląda, jakbym go wczoraj zrobił.


Ale wracamy do zmian w szopce. Po falbankach przyszedł czas na zdjęcie nie pasującej podobno do niczego tablicy z napisem nad drzwiami.


I pozostała wymiana zawiasów, której już dziś nie zdążyłem zrobić. Te, które założyłem są zbyt zdobne, mają być zwykłe i proste ;) Cóż wymienię je w najbliższym czasie, tak to jest jak sie robi szopkę bez ścisłego nadzoru ;) Na razie wygląda tak:








Żona Ania skosiła trawę, sypnąłem ja nawozem bo jakoś słabowicie wygląda. Kręciliśmy się po ogródku aż po późnego popołudnia.
















Ognisko sprawuje się doskonale. Umiejscowienie, wielkość, wszystko trafione w punkt. Głazy pękają od temperatury, ale to normalne. Archeolodzy podobno po takich pękniętych kamieniach rozpoznają stare siedliska ludzkie.


Że co? że już o kiedyś pisałem o archeologach i kamieniach? Cóż powtarzanie się w moim wieku to norma, może czytajcie co drugi post ;)


Żona Ania zauważyła, że w trzecim roku od posadzenia zakwitła pierwszy raz Hortensja pnąca. Podobno czekaliśmy na to.



To ślimaki na płocie. Są wszędzie dookoła, nasz płot najwyraźniej im się spodobał.


Mam tez sie podoba płot z patyków, ale nie wytrzymuje bitew z wiatrem. Wieje czasem bardzo mocno i napór na płot jest zbyt duży, jak na taką konstrukcję.


Stanowi ładne, naturalne tło dla roślin i żony Ani, ale podjęliśmy już decyzję o powolnym rozstaniu. Zamarzył nam się ceglany murek. Nie są to tanie rzeczy, więc mur będziemy stawiać po kawałku w trzech etapach, tak żeby finansowo nas nie załatwił. Niestety pieniądze nam w ogródku nie rosną ;) Może sadzonki mamy niewłaściwe. Po posadzeniu jednego grosza, podlewaniu i nawożeniu na jesień wykopaliśmy... jeden grosz. Zero rozrostu. Myślę, że w tym roku uda nam się postawić mur od zachodniej strony, najbardziej narażonej na wiatry. A co się dzieje za ogrodzeniem?


Tak, tak, będziemy mieli sąsiadów. Fajnie mieć sąsiada, chyba że zaczyna palić plastikowymi butelkami w piecu. Nadal sukcesem jest zakup pieca na wszystko. A cóż to znaczy na wszystko? Ano to znaczy na śmieci. I tak trują ludzie i siebie i innych. Mało tego, chwalą się tym, że mają sprytny piec na wszystko, że za całą zimę płacą za ogrzewanie jakieś grosze. Moje pytanie brzmi: Kiedy zaczniemy się chwalić że mamy piec ekologiczny, nie zatruwamy siebie i innych, nie płacimy mało ale nas stać bo jesteśmy utalentowani i pracowici. No takim tekstem to można zaimponować.


Po pracy jeszcze gospodarski rzut okiem. I zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć nad morze na rybkę.




A wszystko to w jedną niedzielę. I co? Powiecie, że życie nie jest piękne? Szwagier podesłał mi myśl, która pasuje mi do dzisiejszego dnia, do tego gdzie jesteśmy i co robimy. Brzmi ona: "Mamy to na co się odważyliśmy" Życie nie jest łatwe, ale nasza szklanka jest do połowy pełna ;) Pa.

6 komentarzy:

  1. Przepięknie, zazdroszczę sił, młodości, pomysłów i gustu. Naprawdę fajnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Jeśli są ludzie nie lubiący pochwał, to ja do nich nie należę 😀

      Usuń
  2. U Was jak zwykle cudnie :) chociaż akurat tabliczka znad drzwi szopki mi się podobała :) kociaki kochane, nie myślicie o tym żeby jednego sobie udomowić? a co do agrowłókniny to same złe rzeczy o niej czytałam... podobno dobrą opcją są mokre gazety lub mokra cienka tektura pod korę, po roku się rozkłada a do tego czasu dusi chwasty :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tablica nie pasowała kolorystycznie, ale wisi nad drzwiami nadal, tyle że od wewnątrz ;) Lecę teraz na Miaudomek, bardzo ładne zdjęcia robisz ;)

      Usuń
    2. Byliśmy u Ciebie wielokrotnie ;) Tak po cichutku ;)

      Usuń