niedziela, 26 marca 2017

Coś sterczy z ziemi

Przezimowaliśmy. Nie było to łatwe, nic dziwnego, że w Skandynawii jest najwięcej samobójstw. Ciemno i ciemno, zimno i zimno. Na szczęście dziś była namiastka wiosny. Słonecznie i ciepło. Byliśmy na cmentarzu po kwiatki. Nie, nie z grobów ;) Przy cmentarzu sprzedają ładne bratki.






Ale i własne roślinki na ogrodzie zaczynają puszczać pączki.



Nawet ja wiem, że to rajska jabłonka. Natomiast żona Ania potrafi nazwać nawet suche badyle sterczące z ziemi. Wiele z tych badyli puszcza coś zielonego. Natury nie da się powstrzymać, choć ludzkość próbuje bezustannie zalać wszystko asfaltem.






Brzozy z małych badyli stają się drzewkami.


Wiosna ma swoje charakterystyczne oznaki. Z całą pewnością można ogłosić, że nadeszła.




Kotek przybłęda, który powoli staje się naszym kotem, a raczej my stajemy się jego ludźmi. Nasikał właśnie w borówki, które ja potem będę jadł udając, że tego nie pamiętam.


Od żony Ani mam już pierwsze zadania. Z prowizorycznego stołu ogrodnika, zrobić prawdziwy stół ogrodnika.


A na górnym trawniku wyciąć wielką połać darni na rabatę.


Na razie wyznaczyliśmy orientacyjnie ta rabatę za pomocą popsutych lampek choinkowych. Ciekawe, czy to powszechna metoda.



Potrzebna jest nowa rabata, bo żona Ania nie ma gdzie ustawiać złomu targanego ze złomowiska ;)








Słońce uderzyło mi do głowy tak bardzo, że postanowiłem popracować ;) Pomalowałem nasze skrzynki warzywne. Myślę, że jak strzele je bezbarwnym olejem co jakiś czas, to nie naruszając naturalnego wyglądu przedłużę im życie.






Dla nas dziś był pierwszy dzień wiosny. Zaczęło się ;)