czwartek, 1 grudnia 2016

Przedświęcie

Żona Ania zarządziła wyprawę po... mech


Żona pracuje a ja, jak to w życiu, zostałem bohaterem drugiego planu jako tło dla rózgi. Ciekawe czy to jakiś znak związany z tegorocznym prezentem.


Podobno szary mech w tym roku nie obrodził, ale zbiory uważam za udane.


W starym domu też mieliśmy mech... na ścianach od wilgoci. W nowym domku chyba wolę mieć go na stole.




Czas zapalić pierwszą świeczkę.


Wyobraźcie sobie, że Żona Ania codziennie spryskuje ten mech wodą, żeby nie usechł i to chyba skutkuje.



Nasze gniazdko nie ma jeszcze świątecznego wystroju, ale panuje już jakiś nastrój wyczekiwania. 


Za umycie szyby w kominku zabieram się od miesiąca, ale kiedyś się wezmę...



W razie pochmurnej Wigilii, wolimy się zabezpieczyć i mieć własną pierwszą gwiazdkę na parapecie.


Kuchnia czeka na start. Oj  będzie się w niej działo. Przyznaję się, że to królestwo Żony Ani, chociaż czasem w czymś pomagam.







W przykuchennej jadalni też się będzie działo. To raczej moje królestwo, chociaż Ania czasem mi pomaga ;)







Do świąt kawał czasu, więc na razie okupujemy kanapy i rozmawiamy o życiu... no tak o cudzym też ;) ... no dobra, dobra, niech Wam będzie... Zwłaszcza o cudzym.









Tak, tak. Moja Ania robi na drutach. Hmm, może słowo robi nie jest właściwe, bardziej zaczyna robić. Jak już ma kawałek czegoś to pruje to tłumacząc mi, że było źle. Ma cierpliwość, ale żyjąc ze mną da się nabyć tą cechę. Teraz robi coś co nazywa pledem. Pokażę Wam jak skończy. Bo mimo, że zaczyna wiele razy, zawsze kończy. Na pewno mnie spyta, czy ładny wyszedł i tu będzie kłopot. Kobiety nie lubią w nas facetach szczególnie dwóch rzeczy: kłamstwa i... szczerości ;)



Byle do świąt. Bardzo grzeczny byłem cały rok, to spore poświęcenie więc nie mówcie mi teraz, że Mikołaj nie istnieje.

piątek, 11 listopada 2016

Mróz i czerwona cebula

Jesień zamienia się w zimę. Cóż co roku to przerabiamy. To i piękne i smutne zarazem. Zona Ania jeszcze zdołała się spontanicznie zerwać do ostatnich podrygów na ogródku.

Za zakrętem mróz srogi
Rozgrzej więc ręce, a zwłaszcza nogi...


Przekonaliśmy się do udawanych świeczek na baterię ;) Myślę, że są sytuacje gdzie takie kompromisy są usprawiedliwione.




Któregoś ranka się zaczęło. Biało, mroźno i... przepięknie. Kilka gałęzi, nieco wilgoci i mrozu i z niczego robi się coś niezwykłego. Zona Ania wróciła rankiem z ogrodu z aparatem fotograficznym i czerwonym nosem. Zmarznięta i najwyraźniej szczęśliwa z bliskości natury. Tak to działa.

















Musicie przyznać, że kolorystyka i czarowność niektórych ujęć jest jak z bajki. Zresztą żona Ania dokładnie tak powiedziała, gdy przeglądałem fotki: "Żałuj, na żywo to była bajka"


A o co chodzi z tą czerwona cebula z tytułu dzisiejszej notki? Okazało się, że cebula to świetny element dekoracyjny ;) Przydały się tez szyszki cedrowe, które przywiozłem ze swojej eskapady na Syberię.










W domu raczej po staremu. Około rok czasu przeleżał na szafie świecznik kupiony w komisie. Dziś doczekał się uroczystego powieszenia w sypialni. W wyobraźni jakoś nie widziałem go w tym miejscu, ale teraz widzę, że to dokładnie jego miejsce ;)





Kiedyś przed zaśnięciem zamiast telewizora zapalimy wszystkie świece i... oj będzie się działo.


Myślę, że następne zdjęcia będą już białe. Kolejna zima w naszym nowym już trochę starym domku ;) Budowa domu i przeprowadzka to jedna z lepszych decyzji, jakie w życiu podjęliśmy. Wpłynęło to bardzo pozytywnie na nasze relacje, wyciszyło nas i uświadomiło, że czasem do szczęścia wystarczy jeden zaśnieżony badylek. Tak... jesteśmy tu szczęśliwi.